Dziesięć lat później

DSC06857

Dużo emocji w tym tekście. Teraz pewnie dużo bym zmieniła. Kilka przemyśleń, wtedy kiełkujących, zakorzeniło się przez te 10 lat. Wtedy, pisany na gorąco, przedstawiał wiernie właśnie takie mocne emocje. I takim go zostawiam.

– Ojciec święty Jan Paweł Drugi umiera – to pierwsze słowa, jakie padły z głośników radiowych. Cały autokar zamarł, ludzie przestali czytać gazety. Zaległa cisza, przerywana tylko śmiechem nic nierozumiejących obcokrajowców. Wracałam z domu do Salzburga, gdzie od dwóch miesięcy studiowałam. Autokar wyjeżdżał z Krakowa w piątek 1 kwietnia o godzinie 20 przy gwarze podekscytowanych podróżą dzieci, szeleście chrupek i cichym szumie discmanów. Godzinę później nasłuchiwaliśmy ze łzami w oczach kolejnych doniesień o stanie zdrowia Papieża, aż za granicą skończył się zasięg polskiego radia. Za oknem wyłaniały się i ginęły w mroku drogowskazy będące swoistym obrazem dla komentarzy radiowych: „Oświęcim modli się o zdrowie Ojca Świętego”, „w Wadowicach tłumy pod domem Karola Wojtyły”. Chwilami chciałam wysiąść…

Rano dojechaliśmy na miejsce. Piękna pogoda, magnolie w pełni rozkwitu. Naprzeciwko mojego akademika był kościół, więc poszłam się pomodlić na chwilę, jeszcze z plecakiem. Wieczorem się rozpakowywałam. W pewnym momencie zaniepokoiło mnie przeciągające się bicie dzwonów. Włączyłam radio, była godzina 22: „Johannes Paulus der Zweite, Karol Wojtyla, der Papst ist tot.” Pobiegłam do telefonu, myśląc, że może coś źle zrozumiałam, ale mama drżącym głosem potwierdziła tę wiadomość. W pokoju usiadłam na podłodze i rozpłakałam się. Tak zastał mnie kolega, który wpadł spytać, czy nie zagram z nim w karty. Był Rosjaninem, prawosławnym, więc nie bardzo rozumiał, o co mi chodzi. Ale mój widok, płaczącej w środku góry wypakowywanych rzeczy, zaniepokoił go. Przez chwilę stał bezradnie, potem mnie przytulił, zrobił herbatę, coś do jedzenia i poprosił, żebym mu dokładnie opowiedziała, co mną tak wstrząsnęło. Siedzieliśmy tak do rana.

W niedzielę weszłam w internet. Widok czarnych witryn złapał mnie za gardło. Obok kilku chłopaków zarykiwało się ze śmiechu, oglądając jakieś śmieszne zdjęcia. To był pierwszy raz, kiedy uświadomiłam sobie tak dobitnie, że jestem w obcym kraju. Przez kilka kolejnych dni trudno mi było uwierzyć, że Austria jest państwem katolickim. Codzienność tworzyły hałaśliwe wycieczki włoskie, imprezy, pikniki. Komentarze znajomych z akademika: „Ja myślałem, że on już dawno nie żyje” (Kirgiz), „Stary był, to naturalne, że umarł” (Turek), „To przykre, a idziesz jutro na grilla?” (Szwedka). Tylko czarne flagi na wieżach kościołów przypominały, że coś się zdarzyło. W katedrze coraz więcej zniczy pod portretem Jana Pawła II. Świeca w oknie o 21.37.

Codziennie przesiadywałam w internecie, żeby czuć choć namiastkę tego, co działo się w kraju. W moim kraju. Wtedy, jak nigdy przedtem, zrozumiałam znaczenie słów ‚ojczyzna’, ‚rodacy’. W obcym mieście Polacy lgnęli do siebie, bo czuliśmy, że to jest szczególnie „nasz” moment, nasza historia. Przeprowadziliśmy wiele rozmów, żeby wytłumaczyć, także sobie, kim właściwie był i czemu tak przeżywamy. Odpowiedź na proste pytanie obcokrajowca „a kto to właściwie był ten papież i co takiego zrobił?” zmusiło nas, by poszukać informacji na jego temat, po tym jak zawsze brało się dokonania JPII za coś oczywistego. Choć żałuję, że ominęło mnie to, co Polacy przeżywali w kraju, to jednak sądzę, że moja obecność w tamtym miejscu miała swój głęboki sens. Może dzięki temu niektórzy zauważyli, że Coś się stało?

**************************************************************************

3 dni później po długiej chorobie odszedł mój pies. Śmialiśmy się przez łzy, że Papież potrzebował psa, towarzysza wycieczek na Niebieskich Łąkach.

[Obszerne fragmenty ukazały się w wydawnictwie Gazety Wyborczej „Byliśmy z nim”, z 2006 roku]

Reklamy

12 thoughts on “Dziesięć lat później

  1. Teraz mnie ścisnęło za gardło 😦
    Ja byłam w Toruniu, też na studiach. Po całym mieście tułali się ludzie jak owce bez pasterza – tak mi powiedziała koleżanka. Bo sama bałam się wyjść z domu 😦

    Polubienie

  2. Ja wtedy byłam w liceum, mieszkałam w Krakowie, więc miałam blisko do wszelkich miejsc związanych z papieżem. Pamiętam, że przez parę dni nie mieliśmy lekcji tylko chodziliśmy pod okno papieskie, zostawialiśmy znicze i plakaty. Dziwnie się wspomina tamte czasy, bardzo dziwny był to okres…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s