Kolejność uczuć

Rozmowa przez telefon

Ja: Kochanie, przyjedziesz do mnie jutro po pracy?

Mój Mężczyzna: No nie wiem, będę zmęczony, mam parę rzeczy do załatwienia…

Ja: Zrobię spaghetti, Twoje ulubione.

MM: Hmmm, możliwość przyjazdu wzrosła o 7 procent.

Ja: I będzie dużo sera.

MM: Prawdopodobieństwo wzrasta do 8%

Ja: I będziesz mógł mnie poprzytulać!

MM: Wzrost do 8,5%.

Ja: …

😀

Łańcuszki są głupie, ale ten nie aż tak ;)

TOP Lista książek, co mię ukształtowały na różnych etapach życia:

1. „Biblia w obrazkach dla najmłodszych” – te ilustracje! Wizje powstania świata, raj, opowieści biblijne, Mojżesz w koszyczku, drabina Jakubowa, do dziś mam je przed oczami. Plus tekst pisany dużym wyraźnym pismem.
2. „Choroby zakaźne i pasożytnicze u dzieci” H. Szczepańskiej – nie, nikt mi tego nie podsuwał do czytania, sama to wytrzasnęłam. Dużo chorowałam jako dzieciak, może stąd taka lektura. Fascynowały mnie opisy i zdjęcia objawów, bo w razie czego wiedziałam co mi jest. Hitem było wyszukiwanie chorób, na które chciałabym zachorować, żeby nie iść do szkoły Moim typem była ospa wietrzna, bo kładła do łóżka na 2 tygodnie i mogła dawać powikłania (więcej wolnego). Oczywiście, zachorowałam, ale… w czasie ferii
3. Atlas psów – nauczyłam się na pamięć danych o rasach i szpanowałam na spacerach, jak niektórzy faceci na widok aut, rzucając szczegółowymi informacjami. Oczywiście chciałam mieć psa i dokładnie sobie wybrałam którego
4. „My, dzieci z dworca Zoo” – kultowa książka pod koniec podstawówki, krążąca między znajomymi. Jaki miała na mnie wpływ? Możliwe, że za sprawą sugestywnych opisów skutecznie zniechęciła mnie do próbowania jakichkolwiek wciąganych, wstrzykiwanych czy palonych używek. Możliwe, że nie tylko.
5. Atlas ze 100 najsłynniejszymi obrazami świata – znaleziony na półce rodziców. Mimo że z czarno-białymi reprodukcjami, dzięki fascynującym interpretacjom rozbudził zainteresowanie sztuką i wyszukiwaniem ciekawostek.
6. „Krzyżacy” Sienkiewicza. W całości też, ale w szczególności scena samobójstwa Zygfryda. Cała ta mroczna wizja, ponura atmosfera mocno podziałały na wyobraźnię. I może to przygotowało grunt do kolejnego punktu:
7. „Legendarni i tragiczni, czyli eseje o polskich poetach przeklętych” Jana Marxa. – przykład idiotycznego dobierania książek-nagród na zakończenie roku. Dostał ją brat we wczesnej podstawówce i kurzyła się na półce, aż trafiła w moje ręce. Poświatowska mnie wzruszyła, Bursa był niezły, Ratoń przerażający itp. Zatrzymałam się przy Wojaczku. I wsiąkłam na dłużej. Parafrazując jego byłą narzeczoną „on mnie sobą zaraził”, swoim widzeniem świata, słowami, szaleństwem. A może to tkwiło we mnie wcześniej i czekało na wydobycie…? Rafał Apogeum przybrało pod koniec studiów, gdy wybrałam sobie temat mgr tak, żeby móc o nim pisać.
PS. Niedawno ktoś do mnie pisał cytatami z Wojaczka. Od razu rozpoznałam, po tylu latach!
8. „Sklepy cynamonowe” Brunona Schulza i Schulz w ogóle. Nie miałam pojęcia, że można robić TAKIE rzeczy ze słowami, opisami, wizjami. Każde zdanie otwierało mi mózg. Realizm magiczny – tak!
9. Tu nie wiem, jaki tytuł wrzucić, więc po prostu zrobię kategorię p.t. „Książki górskie” Nie pamiętam, co było pierwsze – kultowy przewodnik po Tatrach Nyki z opisami nie tylko szlaków? Tragiczny „Wszystko za Everest” Krakauera? Relacje z wypraw, czytane z wypiekami opisy zmagań z chorobą wysokościową, spadającymi rakami i własną słabością. Wspaniała szkoła życia, dowód, że człowiek MOŻE wbrew okolicznościom, a nawet wbrew sobie. Dziesiątki przeczytanych tytułów, a kilka najmocniejszych to „Przekroczyć horyzont” M.Wojciechowskiej (wola życia przenosi góry dosłownie), „Na bezdrożach tatrzańskich” M. Zaruskiego (zwyczajni niezwyczajni – ratownicy), „Śmierć na Nanga Parbat” von Kienlina i „Naga Góra” Messnera (o dramacie braci Messnerów z dwóch stron, co jest rzadkością w relacjach himalajskich) czy „Broad Peak. Niebo i piekło” Dobrocha i Wilczyńskiego (abstrahując od sensacyjnego medialnie tematu, świetne ujęcie psychologiczno-historyczne polskiego himalaizmu).
10. Trochę na przekór. „Jądro ciemności” aka „Heart of Darkness’ Józefa Josepha Conrada itp itd. Dowód na to, że niestety, są książki niestrawne niezależnie od wersji językowej.