Powrót do współczesności

Ostatnio naczytałam się artykułów i wpisów typu „Miłość / przyjaźń w czasach Facebooka” oraz „Czy chciałbyś wrócić do czasów swojej młodości?”.  Oba tematy się zazębiły dając inspirację tego wpisu.

UWAGA: Poniższego akapitu nie musisz czytać, jeśli masz dosyć opisu dorastania z lat 90tych, znanego z ‚Born in PRL’.  😉

Moje nasto-lata upłynęły w latach dziewięćdziesiątych. Przedpotopowe czasy przed internetem i komórkami (śmialiśmy się z cegieł biznesmenów). Uczyłam się grać na gitarze, nagrywałam piosenki z radia i mozolnie spisywałam słowa i układałam chwyty. W Popcornie i Bravo były teksty z tłumaczeniami. Informacji szukało się w książkach, które wypożyczało się w bibliotekach (trudne słowo 😉 ). Umawiało się, wpadając do kogoś albo po prostu włóczyło się po lekcjach. Na nudnych lekcjach graliśmy w kółko i krzyżyk albo pisałyśmy dialogi z tyłu zeszytów (taka papierowa forma Messengera 😉 ) . Żeby zobaczyć ukochanego chłopaka, przechodziłam ‚ przypadkiem’ pod jego domem podczas spacerów z psem.

<koniec przewidywalnego akapitu>

I tak jak wielu marzy, aby wrócić do beztroskiej młodości, i ja czasem wskoczyłabym w rzeczywistość, w której mogłam po prostu zaspać na zajęcia albo nie przygotować się do lekcji. Ale czy chciałabym być nastolatką dziś?  Teraz, w czasach FB, smartfonów i nieograniczonych możliwości? Móc nawiązywać znajomości z całym światem, spędzać czas w galeriach handlowych i używać markowych serii do młodej cery?

Well… Nie bardzo.

FB to być albo nie być. Ważne jest, co piszesz, jak często, ilu masz przyjaciół i gdzie bywasz. Dla mnie stała konieczność takiej manifestacji byłaby straszna.  Podobnie jak wieczne bycie pod ostrzałem komentarzy i wyścig o lajki. Potwierdzanie w ten sposób nie tyle swojej popularności czy atrakcyjności ale w ogóle istnienia.  Lista znajomych nastolatków zawiera także nauczycieli i członków rodziny. Czasem widzę, jak wpisy o imprezach komentuje zdziwiona mama albo pani od biologii 😉 Paranoja. A ja się martwiłam, żeby nikt nie przeczytał mojego pamiętnika.

Cieszę się, że moje życie prywatne toczy się z dala od portali społecznościowych. Może słodko dzielić się z całym światem swoją miłością, ale czy chciałabym widzieć ‚historię intymną’ mojego obecnego mężczyzny? Oglądać szczęśliwe zdjęcia z jego byłą, czytać, jakie wspólne chwile ich łączyły? Dowiadywać się o swojej sytuacji z jego statusu (wolny, w związku)? Brrr…

Już nie mówię o ciemnej stronie internetu. Nie wyobrażam sobie, co czuje nastolatek, i tak mało pewny siebie, pełen kompleksów, na widok swojego zdjęcia czy filmiku w sieci, ukazującego go w głupiej sytuacji. Prowokacje, ustawki, żeby kogoś skompromitować. Mnie wystarczyło podwórko, gdzie czasem ktoś ‚z przeciwnej drużyny’ wrzasnął coś niepochlebnego, ale to trwało chwilę. Teraz, z takim zdjęciem wiszącym tygodniami w necie, komentarzami pod nim, udostępnieniami – nie dziwię się, że wielu nie wytrzymuje presji i podejmuje próby samobójcze.

Inna rzecz, która mnie przytłacza, to potrzeba bycia ciągle na bieżąco. Za moich czasów, taka ‚Filipinka’ czy ‚Popcorn’ wychodziły co tydzień i miały ograniczoną liczbę stron. Obecnie na YT pojawiają się setki filmików dziennie, do FB, Twitterów i innym Tumblerów trzeba by być podłączonym wenflonem, żeby nie stracić kontroli.  Wariatkowo.

Czego zazdroszczę szczerze obecnym nastolatkom tak w 100%, to dobre kosmetyki. Niewiele widuję dziewczyn z problemami z cerą, kosmetyki do twarzy są łagodniejsze,  skuteczniej leczą i upiększają, nie wysuszając. Pamiętam koszmarne mydło siarkowe, płyny oparte na spirytusie,  śmierdzące papki i zatykające pory fluidy.

A tak w ogóle to przecież ‚dzisiejsza trzydziestka to dawna dwudziestka’, nie? 😉

Reklamy

5 thoughts on “Powrót do współczesności

  1. Świetnie napisane ja dorastałem dekadę i trochę wcześniej i było podobnie Dla moich córek FB to trochę dla wapniaków już sokoro tata ma itd ;^) snapchat i insta są w modzie Ja widzę i dobre i te ciemniejsze strony tych technologii :^)

    Polubienie

    • Ja również widzę pozytywy nowych technologii. Cieszę się tylko, że weszły w momencie, gdy już nie musiałam nimi żyć i mogę wybierać. Brak konta na Insta czy FB w wieku 30paru lat to nie obciach 🙂

      Polubienie

  2. Też dorastałam w latach 90., dziwnych latach, ciekawych… Załapaliśmy się na przełom – technologiczny i kulturowy. Prawie jak wtedy, gdy wynaleziono druk 😛

    Nie jestem zagorzałą fanką portali społecznościowych, ale też nie lubię, gdy się je deprecjonuje, bo swoją rolę odgrywają. Zresztą ciągle można mieć konto na fejsie, ale nie meldować się co kwadrans. Wszystko jest dla ludzi.

    Polubienie

    • No właśnie, można mieć konto na FB, Insta, Twitterze, blogi itp. a nie trzeba. A u nastolatków wszystko jest bardziej impulsywne, pod wpływem paczki, otoczenia. Brak walkmana czy discmana nie był problemem, bo i tak służyly tylko do osobistego użytku. A brak zaznaczonej obecności w internecie jest już w tym wieku (nastoletnim) obciachem. I tego właśnie nie zazdroszczę, a współczuję.

      Polubienie

  3. Podłączenie do FB za pomocą wenflonu – przemówiło do mnie 🙂
    Tak, ja też pamiętam lata 90. Mało tego, pamiętam też, choć nieco gorzej lata A-Ha, Samanthy Fox, Sabriny i C.C.Catch… straszne 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s