Procent wybiera

Grupa dyskutuje na temat daty testu. Proponuję głosowanie.

Ja [po chwili namysłu]: Chociaż w sumie, gdybyście chcieli głosować po polsku, to 2/3 z Was powinny wyjść, a potem wrócić i marudzić na wybór tej jednej trzeciej, która głosowała.

😛

Reklamy

Panie, za kim ta lampka?

Wieczór. Podchodzi dwóch panów „podwórkowych” (PP)

PP 1: Proszę Pani, może Pani wie, czemu ludzie te lampki palą? [pokazuje balkony]

Ja: To lampki solarne. W dzień kumuluję energię słoneczną, potem świecą.

PP2: No tak, ale po co ludzie je trzymają? Jedni mają, inni nie.

Ja: Bo ja wiem? Chyba dla dekoracji.

PP1: Bo myśmy myśleli, że może dlatego, że Jaruzelski umarł, ludzie na pamiątkę tak świecą…

😀

Powrót do współczesności

Ostatnio naczytałam się artykułów i wpisów typu „Miłość / przyjaźń w czasach Facebooka” oraz „Czy chciałbyś wrócić do czasów swojej młodości?”.  Oba tematy się zazębiły dając inspirację tego wpisu.

UWAGA: Poniższego akapitu nie musisz czytać, jeśli masz dosyć opisu dorastania z lat 90tych, znanego z ‚Born in PRL’.  😉

Moje nasto-lata upłynęły w latach dziewięćdziesiątych. Przedpotopowe czasy przed internetem i komórkami (śmialiśmy się z cegieł biznesmenów). Uczyłam się grać na gitarze, nagrywałam piosenki z radia i mozolnie spisywałam słowa i układałam chwyty. W Popcornie i Bravo były teksty z tłumaczeniami. Informacji szukało się w książkach, które wypożyczało się w bibliotekach (trudne słowo 😉 ). Umawiało się, wpadając do kogoś albo po prostu włóczyło się po lekcjach. Na nudnych lekcjach graliśmy w kółko i krzyżyk albo pisałyśmy dialogi z tyłu zeszytów (taka papierowa forma Messengera 😉 ) . Żeby zobaczyć ukochanego chłopaka, przechodziłam ‚ przypadkiem’ pod jego domem podczas spacerów z psem.

<koniec przewidywalnego akapitu>

I tak jak wielu marzy, aby wrócić do beztroskiej młodości, i ja czasem wskoczyłabym w rzeczywistość, w której mogłam po prostu zaspać na zajęcia albo nie przygotować się do lekcji. Ale czy chciałabym być nastolatką dziś?  Teraz, w czasach FB, smartfonów i nieograniczonych możliwości? Móc nawiązywać znajomości z całym światem, spędzać czas w galeriach handlowych i używać markowych serii do młodej cery?

Well… Nie bardzo.

FB to być albo nie być. Ważne jest, co piszesz, jak często, ilu masz przyjaciół i gdzie bywasz. Dla mnie stała konieczność takiej manifestacji byłaby straszna.  Podobnie jak wieczne bycie pod ostrzałem komentarzy i wyścig o lajki. Potwierdzanie w ten sposób nie tyle swojej popularności czy atrakcyjności ale w ogóle istnienia.  Lista znajomych nastolatków zawiera także nauczycieli i członków rodziny. Czasem widzę, jak wpisy o imprezach komentuje zdziwiona mama albo pani od biologii 😉 Paranoja. A ja się martwiłam, żeby nikt nie przeczytał mojego pamiętnika.

Cieszę się, że moje życie prywatne toczy się z dala od portali społecznościowych. Może słodko dzielić się z całym światem swoją miłością, ale czy chciałabym widzieć ‚historię intymną’ mojego obecnego mężczyzny? Oglądać szczęśliwe zdjęcia z jego byłą, czytać, jakie wspólne chwile ich łączyły? Dowiadywać się o swojej sytuacji z jego statusu (wolny, w związku)? Brrr…

Już nie mówię o ciemnej stronie internetu. Nie wyobrażam sobie, co czuje nastolatek, i tak mało pewny siebie, pełen kompleksów, na widok swojego zdjęcia czy filmiku w sieci, ukazującego go w głupiej sytuacji. Prowokacje, ustawki, żeby kogoś skompromitować. Mnie wystarczyło podwórko, gdzie czasem ktoś ‚z przeciwnej drużyny’ wrzasnął coś niepochlebnego, ale to trwało chwilę. Teraz, z takim zdjęciem wiszącym tygodniami w necie, komentarzami pod nim, udostępnieniami – nie dziwię się, że wielu nie wytrzymuje presji i podejmuje próby samobójcze.

Inna rzecz, która mnie przytłacza, to potrzeba bycia ciągle na bieżąco. Za moich czasów, taka ‚Filipinka’ czy ‚Popcorn’ wychodziły co tydzień i miały ograniczoną liczbę stron. Obecnie na YT pojawiają się setki filmików dziennie, do FB, Twitterów i innym Tumblerów trzeba by być podłączonym wenflonem, żeby nie stracić kontroli.  Wariatkowo.

Czego zazdroszczę szczerze obecnym nastolatkom tak w 100%, to dobre kosmetyki. Niewiele widuję dziewczyn z problemami z cerą, kosmetyki do twarzy są łagodniejsze,  skuteczniej leczą i upiększają, nie wysuszając. Pamiętam koszmarne mydło siarkowe, płyny oparte na spirytusie,  śmierdzące papki i zatykające pory fluidy.

A tak w ogóle to przecież ‚dzisiejsza trzydziestka to dawna dwudziestka’, nie? 😉