Hobbysto, nie irytuj się!

– No nie, nikt takiej sukni nie nosił w XIX wieku!

– W książce było inaczej!

– Co za bzdura, w kosmosie nie można płakać, bo nie ma grawitacji.

Kto z nas nie zna takich wypadów do kina z ‚komentatorem’. Każdy ma swojego bzika i dostrzega jakieś odstępstwa w ramach znanej sobie tematyki. To jest nawet sympatyczne i szczerze podziwiam ludzi, którzy specjalizują się w jakiejś dziedzinie na tyle, że są w stanie wyłapywać rozbieżności. Mam koleżanki, które same projektują i szyją ubrania. To one zauważą, że zdobienie kapelusza jest nie z epoki albo że w danej kulturze nie nosi się takich butów. Są  też specjaliści książkowi, którzy za najmniejsze różnice między oryginałem pisanym a ekranizacją są gotowi mordować. Bo Bohaterka nie miała rudych włosów, tylko blond. Bo Bohater pali cygara a nie papierosy. A już nie daj boru oglądać cokolwiek z naukowcem bądź inżynierem. Dowiemy się, że film urąga prawom fizyki, chemii i biologii, obraża mechanikę i ogólnie przeszkadza osiągnąć stan skupienia.

W obecności takich osób szeptem sączących mi do ucha swoje uwagi przez cały seans, bądź wygłaszających całą ich listę potem, czuję się niekompetentna i naiwna. Bo jak to, niczego się nie czepiam, nie denerwuję się rękawiczką z aksamitu w ‚Nędznikach’ ani sposobem mówienia bohaterów ‚Czasu Honoru’. No nie denerwuję, bo … nie przeszkadza mi to. Może jestem mało uważna? A może po prostu tolerancyjna? Odbieram film bardzo umownie (wyjątkami są dokumenty, bo tam liczą się fakty) i rozrywki nie psują mi szczegóły. Może trochę śmieszy mnie zawsze nieskazitelny garnitur Jamesa Bonda czy przyciemniane okulary-lennonki na nosie bohaterki „Pana Tadeusza’ wg Wajdy, ale właśnie – śmieszy, nie irytuje. Co do ekranizacji – od dawna traktuję film jako oddzielne dzieło na KANWIE oryginału, przepuszczone przez filtr wyobraźni scenarzysty i reżysera. Nie sposób, żeby był wierną kopią książki!

Zaczęłam się zastanawiać, czy jestem kompletną dyletantką czy jest coś, na czym też się znam i mogłabym zabłysnąć w razie potrzeby. 😉 Ano jest. Interesują mnie góry i miasta.  Zauważę, że Wysoką gra Świnica, a zamiast K2 bohaterowie zdobywają Mount Kinley. Ale nie zrobię z tego afery, bo – właśnie – GRAJĄ. Tak samo jak aktor gra rolę, grają je miejsca wcielając się w inne.

Podchodzę do tematu  inaczej: zamiast się irytować nieścisłościami, cieszę się zauważając i odgadując znajome miejsca. Ot, choćby w „Układzie zamkniętym” z lubością śledziłam  spotkania bohaterów w zaułkach stoczni. Początkowe sceny „Sępa” rozwaliły mnie ujęciami Hali Koszyki. W reklamie sieci komórkowej rozpoznaję znajomy dworzec Warszawa Stadion, a w „Jacku Strongu” z uśmiechem rozszyfrowałam filmowy dom Kuklińskich (o ulicy Przyrynek pisałam kiedyś tu: http://kaarolcia26.pinger.pl/m/13402761 ).  W pasażu na ostatnim zdjęciu wpisu http://kaarolcia26.pinger.pl/m/10718866 swój pierwszy teledysk kręcił Dezerter, a o tropieniu praskiej ulicy z teledysku Pablopavo pisałam kilka wpisów temu.  Pewnym wyzwaniem było oglądanie „Czarnego czwartku” i „Wałęsy”, bo pokazują tereny mi znajome. Ale nie przeszkadza mi miejsce zamieszkania filmowego Lecha, wszak obecna Zaspa pokryta kwiatkami i muralami nie przypomina szarego blokowiska. No i nic chyba dziwnego, że jednym z moich ulubionych filmów jest „Warszawa”,  w którym bohaterowie snują się po mieście 🙂

Każdy ma swojego bzika, każdy swoje hobby ma. Fajnie się tym dzielić, ale denerwować – nie ma potrzeby!

A Wy macie jakieś swoje ‚bziki’ filmowe czy literackie, na które zwracacie uwagę?

Advertisements

5 thoughts on “Hobbysto, nie irytuj się!

  1. Od pewnego czasu „wkrecilam sie” w ogladanie adaptacji filmowych ksiazek, ktore niedawno czytalam. Ale patrze na nie z przymruzeniem oka. Wiem, ze nie da sie dokladnie odtworzyc ksiazki w filmie i zwykle nie denerwuja mnie przeinaczenia, jak wlasnie: inny kolor wlosow glownego bohatera, czy zmiana miejsca. Na to mam tolerancje. Draznia mnie za to jawne zmiany bardzo istotnych faktow. Np. jesli dane wydarzenie mialo duzy wplyw na bohatera, a zostalo zupelnie zminione, lub tez wyrzucone z filmu. Wtedy sie denerwuje 😉

    Lubię to

  2. Mam więcej niż jednego bzika 😀 Większość z tych wymienionych przez Ciebie mnie dotyczy także 😀 Tyle, że jestem też kinomanem. Oznacza to, że jeśli film jest dobry albo świetnie się na nim bawię nieścisłości mi go nie psują. Co do niektórych rzeczy (Tolkien) moja tolerancja jest tak duża, że naprawdę nie znam nikogo, kto by tak kochał Tolkiena i tak wiele zniósł. Po prostu, cieszę się, że mogę się wybrać do Śródziemia, nawet jeśli jest spłaszczone i rozwleczone niemiłosiernie 😀 Z „błędów” różnego gatunku i kalibru wtedy się po prostu śmieję i traktuję jak element komediowy.

    Jedyny moment, gdy poczułam, że coś sprofanowano w filmie, to była najnowsza „Anna Karenina” mimo, że film nie był aż tak niepoprawny historycznie, jak tego oczekiwałam.

    Lubię to

    • Ja z kolei jestem fanką Trylogii, zarówno pisanej jak i filmowej. Owszem, jest trochę zgrzytu, gdy wygląd bohaterów nie zgadza się z naszym wyobrażeniem, ale tak jak Ty Tolkiena – traktuję oglądanie filmu jako miłą możliwość zagłębienia się w tamten klimat.

      Lubię to

  3. Poznaję swój komentarz o sukni xD
    Ja film na przykład kostiumowy lubię traktować jak swego rodzaju iluzję wycinka tamtej rzeczywistości i lubię, gdy jest możliwie doskonała 😀
    A mój bzik bawi mnie samą 😀

    Lubię to

  4. Mamy, niestety 🙂 Bardzo się czepiam szczegółów. Oczywiście wiem, że w pewnym przypadkach niedasie przenieść dokładnie wizji książkowej na ekran, ale i tak się czepiam. I bardzo się zachwycam, gdy reżyser dba o szczegóły (znowu – oczywiście wiem, że nie zawsze ma ten komfort).

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s