Muffinka o smaku CV

Środowy wieczór.  Nietypowo, bo w środku tygodnia chcę pójść do kawiarni, posiedzieć chwilę, zebrać myśli, może poczytać gazetę w ciepłym pomieszczeniu po całodziennym załatwianiu spraw na mieście.  Przy latte i szemrzącej muzyce.

Wchodzę, odpowiadam na uśmiech baristy, wybieram przytulny fotel, w którym się zagłębiam.  Nos w gazetę, reeelaks.

Nie na długo.

– Jakie ma Pan doświadczenie zawodowe? – dobiega mnie głos ze stolika obok, wciskając się w wywiad z Edytą Bartosiewicz.  Bardzo staram się nie słyszeć, ale:

‚Edyto, wracasz do świata szołbiznesu…’

– Ile chce Pan zarabiać?

‚… czuję podekscytowanie i niepewność…

– Czemu chce Pan zmienić pracę?

 

Aaa!!!! Nie wytrzymam! To prawie jak czytanie ‚Babilonu’ Szymborskiej na głosy. Owszem, w kawiarni zwykle jest gwar, konwersacje plączą się między sobą jak w plecionce, ale zwykle to przyjemny szmer ploteczek, wyznań miłosnych, sekretów. Ale rozmowa o pracę? Tu, gdzie człowiek przychodzi odpocząć?

Inna sytuacja: grupa biznesmenów prowadzi pertraktacje handlowe. Rozkładają papiery, jeden z nich jest wyraźnie zdenerwowany. Liczby, wykresy, analizy – to wszystko fruwa ze świstem nad stolikiem i rykoszetem odbija się od mojej szklanki z cappuccino i czekoladowej babeczki.

Jeszcze inna sytuacja, moim zdaniem już na granicy łamania prawa (choćby o danych osobowych). Jem obiad w jednej z knajp (podkreślam, KNAJP, nie restauracji). Dwa stoliki dalej rozmowa dwóch osób:  mężczyzna ubiega się o przyznanie kredytu. Wraz z zapachem penne a’la cośtam w powietrzu rozchodzą się bardzo konkretne szczegóły dotyczące zdolności kredytowej, zarobków, sytuacji życiowej. Aż mi nieprzyjemnie, ale przecież nie podsłuchuję, siedzę naprawdę w pewnej odległości, dalej już nie mogłam.

Pytanie brzmi: po kiego grzyba ludzie chodzą załatwiać interesy w takich miejscach? Rozumiem bizneslancze w restauracjach,  ale dlaczego w kawiarniach? Dlaczego włażą ze swoją brzytwą okołopracową w miękką poduszkę miejsc, w których większość szuka właśnie od takich spraw wytchnienia? No i czy samym ‚przesłuchiwanym’ na okoliczność kredytu / pracy nie jest niezręcznie ze świadomością, że inni ludzie słuchają o ich nieraz dość prywatnych szczegółach? Bo ja czuję się zażenowana słuchając ich rozmów. Może powinny być jakieś osobne ustronne zakątki, w których nikt by nie mógł podsłuchiwać i oni nikomu przeszkadzać?

 

Kawiarnie dla odpoczynku – tak

Kawiarnie do pracy – nie!

 

Zgadzacie się ze mną? Też Wam to przeszkadza?