Suplement. Apetytu na życie.

Mało co mnie tak ostatnio denerwuje jak reklamy medykamentów i suplementów. Już pomijam, że słabo mi się robi na widok hordy kichaczy i płonących gardeł z krainy dreszczowców, od których od razu mam wrażenie, że ‚czuję się niewyraźnie’.

Irytuje mnie propaganda sukcesu i szybkiego ozdrowienia. Gdy widzę dziewczynę, trzęsącą się w gorączce i smarkającą, mam ochotę powiedzieć: ‚Hej, zostań w domu, poleż dzień, dwa’. A ona cyk, tabletka i następnego dnia może maszerować w koszuli nocnej po tarasie. Albo ktoś przychodzi zmarznięty i przemoknięty do domu, pigułeczka i już wsiada na rower z szerokim uśmiechem przemierzać Las Kabacki.  No przecież nie można się nad sobą użalać, zatroszczyć, zastopować. Trzeba być ciągle dynamicznym, w gotowości, dyspozycyjnym.  Ogrzewanie się, picie herbaty, dochodzenie do siebie – kto ma na to czas? Ktoś słyszał słowo ‚rekonwalescencja’? Chyba tylko w powieściach sprzed pól wieku.

Gdy coś mnie boli, gorzej się czuję, rzadko słyszę: „oj, biedna jesteś, może się połóż, odpocznij trochę”. Częściej jest: „no to weź jakąś tabletkę, czemu jeszcze nie wzięłaś?” Weź pigułkę – na ból głowy, katar, kaca, grypę. Bądź cyborgiem, włącz przycisk ‚stop’ i cudownie ozdrowiej. To takie proste. Masz depresję, gorzej się czujesz? Tabletka przywróci Ci radość życia. Po co rozwiązywać problemy, zając się czymś przyjemnym, poprosić kogoś o pomoc – TABLETKA i znowu jesteś na usługach całego świata.

Oczywiście, nie uważam, że należy cierpieć bez sensu i nie brać niczego. Po prostu sądzę, że nasz organizm często chorobą chce dać znać, że ma dość pędu i potrzebuje zwolnić, odpocząć, zrobić reset. Tak, wiem, że nie zawsze są warunki – a raczej nigdy ich nie ma – na chorowanie i dochodzenie do siebie. Ale wcale nie chcę mieć presji, by hop siup być w dyspozycji, na nogach. Chcę leżeć pod kocem, czytać, dochodzić do siebie. Zrobić legalne wakacje od pędu. Jakoś zwykle okazuje się, że świat nie zginął przez te parę dni.

W ogóle jesień jest czasem na takie wyciszenie, refleksję. Drażnią mnie krzykliwe nawoływania: ‚wyjdź, tańcz, ruszaj się, biegaj, dynamicznie, walcz z jesienią’. Dlaczego walczyć? Ja właśnie chce się poddać. Zadumaniu w rytmie powolnego opadania liści, parowaniu kawy z cynamonem, melodii mgieł nocnych i kroplom deszczu brzdąkającym o parapet.

Natura wie co robi. Od wielu wieków. 🙂

Reklamy

6 thoughts on “Suplement. Apetytu na życie.

  1. Oh, a ja się chcę poddać jesieni brykając w liściach 😀 Wolę jednak aktywnie. Najlepszy sposób na brak przeziębień akurat i brak tabletek. I nawet w dość ciężkiej chorobie to ruch daje więcej (oczywiście odpowiednio dobrany), a już zwłaszcza w sprzyjających okolicznościach przyrody niż setki tabletek. Lekarstwa brane jak popadnie, na co się tylko da bardzo szybko okazują się być wrogiem organizmu, co łatwo wychodzi przy jakiejś większej aferze zdrowotnej niż sezonowy katarek 😀 Za to suplementy to w większości bujda, tak myślę. Warto zaryzykować potas, po tym jak lekarz da zlecenie tego typu 😀 (na niektóre sprawy z sercem), a nasza dieta nie daje nam odpowiedniej ilości, podobnie z magnezem. Ale te wszystkie tabletki na wszystko: na pryszcze, na odwodnienie celulitów, na powiększenie cycków, na braki intelektualne (tabletki na sesję dla studentów :D) – brrrrr…Na katar: pod kołdrę, nadrobić braki w lekturach, wyłączyć telefon, jeszcze kot, trochę ciepłych relacji z bliskimi i przeziębienie staje się niemalże przyjemnością 😀

    Polubienie

  2. pięknie napisałaś o ‚melodii mgieł nocnych’ ..aż można usłyszeć taką melodię .. życzę pięknej jesieni takiej parkowo spacerowej jak z piosenki pani Hani Banaszak ‚Jesienny śmieszny pan’ :^)

    Polubienie

  3. Zgadzam się w stu dwudziestu procentach. Miałam dzisiaj refleksję podobnego typu – przerzucałam stare gazety (wiadomo, trzeba czasem coś posłać na makulaturę, żeby w tym nie zatonąć) i na okładce jednej z nich tytuł artykułu: „Szczęście to jest wybór”. Czyżby? Wyobrażam kilka sytuacji, w których naprawdę trudno być szczęśliwym i nie widzę najmniejszego powodu, żeby się do tego zmuszać. To tak jakby odmawiać człowiekowi prawa do smutku, zdenerwowania, prawa do żałoby, bo to się kłóci z idealnym obrazem, który każdy może realizować – oczywiście jeśli CHCE. Jeśli jest inaczej, to widzi się w tym sytuację patologiczną. Taka – jakkolwiek to zabrzmi – presja szczęścia jest niesamowicie drażniąca. Nie jesteś szczęśliwy – nie radzisz sobie z życiem i coś z tobą nie tak. Oddalanie choroby takimi „maskującymi” pigułkami to to samo na mniejszą skalę. Może dramatyzuję i wymowa samego artykułu wcale taka nie jest (nie zajrzałam do niego), jednak skoro takie myśli się pojawiają, to chyba coś jednak jest na rzeczy.

    Polubienie

    • “o tak jakby odmawiać człowiekowi prawa do smutku, zdenerwowania, prawa do żałoby, ” – o tak, trafione w sedno.
      Niby dużo marudzenia w życiu codziennym (co też mnie denerwuje, może kiedyś się o tym rozpiszę), ale jak ktoś naprawdę ma problem, gorzej się czuje, to się go omija, trzyma na wyciągnięcie ręki (z tabletką), bo to niewygodne i nie wiadomo, co z tym fantem zrobić. Zresztą podobnie z radością, taką prawdziwą.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s