-[Nie] piłeś? [Nie] baw się

– No i byliśmy w knajpie X, wypiliśmy jedno piwo, potem zamówiliśmy drugie. Ale było mało, więc przenieśliśmy się do pubu Y, gdzie wzięliśmy na spółę wino, rozumiesz, całe wino żeśmy zmęczyli! A w domu poprawiłem jeszcze żywcem 🙂

Jedna ze zwykłych opowieści o spędzaniu wolnego czasu.

Nie jestem w żadnym ruchu antyalkoholowym, sama używam,  gdy mam ochotę.

Uderza mnie tylko, dlaczego ludzie przytaczają tak skrupulatnie, ile pili i jakiego rodzaju. Rozumiem, gdy było się nastolatkiem, wtedy było to coś zakazanego, czym można było poszpanować, sprawdzało się też wytrzymałość na procenty. Rozumiem też, że obecność piwa określa charakter spotkania, jego okoliczności. Ale często jest niemal głównym punktem opowieści, jakby esencją samą w sobie  (w sumie jest to esencja,  gdy patrzymy na stan skupienia 😉 ). I to właśnie mnie dziwi i trochę śmieszy.  Mam czasem ochotę spytać, co poza tym, że wypiliście 3 paulanery i pięć radlerów robiliście? O czym rozmawialiście?

Gdy siedzę ze znajomymi i zamawiam colę, wodę czy kawę, mogę spodziewać się pytań ‚a czemu nie pijesz?’ Z troską (‚oj, nie możesz?’), zdziwieniem (‚co się dzieje?’), podejrzliwością (‚coś z Tobą nie tak?’). Kiedyś usłyszałam wręcz, że reszta towarzystwa źle się czuje patrząc, jak nie piję piwa, bo myślą, ze się albo źle bawię albo wręcz chcę  jako jedyna trzeźwa wykorzystać potem sprawy, o których opowiadają.  Wcięło mnie. Gdybyśmy siedzieli w restauracji i  wszyscy zamówiliby sałatkę, a ja zupę, nikt by nie pytał, czemu ją wybrałam. Po prostu przyjęto by, że mam na nią ochotę i już. Z alkoholem jest inaczej. Dlaczego? 🙂 Tłumaczenie każdemu z osobna ‚nie, nie miałam rodziny alkoholików, nie mam żadnych złych wspomnień, nie mam wszytego esperalu, ani nie jestem abstynentką’ jest najpierw śmieszne, potem już staje się irytujące.Teraz wystarczy pomerdać kluczykami od samochodu, ale najczęściej chodzi o to, że po prostu NIE MAM OCHOTY DZIŚ na piwo.  Kiedyś w nowopoznanym towarzystwie postanowiłam zażartować, że miałam kiedyś problemy z alkoholem. Od razu zdobyłam nie tylko zrozumienie, ale nawet rodzaj, hm, szacunku? podziwu? 😉

Na imprezach nigdy nie siedziałam smutno w kącie.  Niezależnie od tego, czy i ile piję, bawię się świetnie, gadam, wariuję, skaczę, tańczę. Mam w sobie tyle energii i szaleństwa, że % nie jest mi potrzebny zazwyczaj, a ‚dla smaku’ piję rzadko. Gdy ktoś nie pije, nie oznacza, że nie umie się bawić, tylko robi za pomocą innych środków.  Nie robię wykładów o szkodliwości alkoholu, nie demonstruję niechęci, bo jej nie mam. Skąd więc takie zainteresowanie w drugą stronę?

Nadal nie wiesz, o co mi chodzi? A wyobraź sobie tę samą historię. Z małą modyfikacją:

– No i byliśmy w knajpie X, wypiliśmy jedną kawę, potem zamówiliśmy drugą. Ale było mało, więc przenieśliśmy się do pubu Y, gdzie wzięliśmy na spółę herbatę zieloną, rozumiesz, cały imbryk herbaty  żeśmy zmęczyli! A w domu poprawiłam jeszcze sokiem pomarańczowym 🙂

 

Widzisz teraz mój punkt widzenia? 🙂

Advertisements

10 thoughts on “-[Nie] piłeś? [Nie] baw się

  1. Jest też jednak pewna poezja picia: jaki alkohol się pije – to czasem wiele znaczy 😀 No, absyntu nie pija się codziennie! 😀 Okoliczność picia wiele potrafi sama z siebie powiedzieć, wiele zasugerować, przywołać atmosferę. Winiarze poza tym potrafią, tak, potrafią o samym alkoholu, długo i na temat, chociaż właśnie, z milionem dygresyjek, ze zwiedzaniem różnych obszarów w wyobraźni i estetycznej wrażliwości, przy których dobry trunek jest tylko akcentem – istotnym, ba, może i najważniejszym, ale bez szerokiego tła raczej nie widać jego istotnej mocy 😀 Bo ja wiem… Dekadent nie tylko pije, on pija. Bohema nie tylko się upija, ona się poi 😀 Nie żebym była specjalnym żłopem, ale myślę, że warto brać pod uwagę nie tylko czerń i biel, nie tylko odcienie szarości pomiędzy, ale i całą tęczę 😀 A ona przy piciu jest i być musi, to co potem (zdarza się), co tak ładnie już osiadło w naszym potocznym języku przy tęczy – też, niestety 😀

    Lubię to

    • To co mówisz ma sens, dlatego mówię, że rozumiem, gdy oddaje to jakieś tło i charakter spotkania. Rozumiem też, jeśli ktoś chce opowiedzieć o niuansach smakowych, też chętnie się wypowiem, czy pszeniczne jest lepsze od ciemnego i w jakich okolicznościach. Ale robienie z tego głównego tematu opowieści, a już co gorsza, jakiś rodzaj dyskryminacji, gdy ktoś nie pije w danym momencie – jest trochę śmieszny 🙂

      Lubię to

      • No, bo jest śmieszny 😀 Tym się różni profesjonalizm picia od fuszerki 😉

        A tak serio: człowiek, który potrzebuje alkoholu, żeby się dobrze bawić, w celach towarzyskich i nie rozumie, że alkohol to nie ręka czy noga, żeby nie móc się bez tego obejść swobodnie i bez stresu… Cóż. Jeśli to tylko pewien styl myślenia, to okropnie ubogi, a jeśli styl bycia, to źle wróży na przyszłość i tu już bym okazała taką samą upierdliwą troskę, jak zainteresowani „abstynencją” 😉

        Lubię to

  2. A ja w drugą stronę – męczące też jest to, że jeśli nie stronisz od alkoholu, to potem przylega do Ciebie bardzo ściśle. Lubię czasem wypić, mam mocną głowę, nigdy nie zaliczyłam zgona i nigdy nie narobiłam sobie wstydu, ale jeśli w barze zamówię kawę, a nie piwo, to jest wielkie zdziwienie. Tak samo, jak kiedyś na imprezie rodzinnej mojego K. poczęstowali mnie drinkiem i ktoś mi potem wytknął, że nie mam z nim dobrego kontaktu, bo jest abstynentem.. Kawę piję codziennie, a nikt mnie kawoszką nie nazywa.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s