A Ty w jakiej wodzie jesteś kąpany?

Skala temperatury wody morskiej wg. (nie)obiektywniej:

1. Kąpią się Morsy

2. Nikt nie wchodzi do wody. Dla Morsów za ciepło, dla innych jeszcze za zimno.

3. Pluskają się dzieci lokalsowe. Jest szpan, jest tugeza.

4. Kąpią się dorośli lokalsi*. Morze należy do nas! Plażowiczów** jeszcze brak lub z podziwem / zdumieniem patrzą na kąpiących się. Z brzegu. Właściwie bardziej z głębi plaży. Po drugiej stronie wydm.

5. Dzieci plażowiczów szaleją w wodzie. Choć trudno je wyłowić (nomen omen) spod sprzętów umilających kąpiel: dmuchane smoki, koła, rybki, papierki po cukierkach. Na widok meduzy dzieci robią ‚łiii!’ lub ‚aaaaa!’. Dorośli plażowicze nieśmiało moczą końce paznokci stóp w wodzie. Oraz butelki piwa.

6. Dorośli plażowicze i ich dzieci szaleją w wodzie. Lokalsi wychodzą z wody i przenoszą w miejsca mniej uczęszczane.

 

Legenda:

*Lokals – mieszkaniec terenów nadmorskich. Charakteryzuje się odpornością na sztormy i wrażliwością na zmiany biometu. Leczone niezawodnym piwem.  W sezonie bywa blady (bo pracuje i nie ma czasu chodzić na plażę) lub opalony (bo chodzi na plażę po pracy). . Znany z pogardliwego stosunku do swojego miejsca zamieszkania: „Kurczę, Nigdzie nie wyjeżdżam na wakacje. Mówisz, że mam wakacje na co dzień, bo mieszkam nad morzem? Plaża? co to za atrakcja, mam to na co dzień!”. Kąpie się w bieliźnie, leży na kurtce.

** Plażowicz – Występuje w sezonie. Znaki szczególne: najmodniejsze bikini, parawan, kocyk z Barbie / Porsche / dolarem, pareo, kapelusz, dwa leżaki, torba z jedzeniem, niezliczona ilość dzieci z ADHD. Po 2 dniach czerwony jak rak (bo musi wykorzystać urlop do maximum!).  Zwykle nie odróżnia ścieżki rowerowej od deptaku.

-[Nie] piłeś? [Nie] baw się

– No i byliśmy w knajpie X, wypiliśmy jedno piwo, potem zamówiliśmy drugie. Ale było mało, więc przenieśliśmy się do pubu Y, gdzie wzięliśmy na spółę wino, rozumiesz, całe wino żeśmy zmęczyli! A w domu poprawiłem jeszcze żywcem 🙂

Jedna ze zwykłych opowieści o spędzaniu wolnego czasu.

Nie jestem w żadnym ruchu antyalkoholowym, sama używam,  gdy mam ochotę.

Uderza mnie tylko, dlaczego ludzie przytaczają tak skrupulatnie, ile pili i jakiego rodzaju. Rozumiem, gdy było się nastolatkiem, wtedy było to coś zakazanego, czym można było poszpanować, sprawdzało się też wytrzymałość na procenty. Rozumiem też, że obecność piwa określa charakter spotkania, jego okoliczności. Ale często jest niemal głównym punktem opowieści, jakby esencją samą w sobie  (w sumie jest to esencja,  gdy patrzymy na stan skupienia 😉 ). I to właśnie mnie dziwi i trochę śmieszy.  Mam czasem ochotę spytać, co poza tym, że wypiliście 3 paulanery i pięć radlerów robiliście? O czym rozmawialiście?

Gdy siedzę ze znajomymi i zamawiam colę, wodę czy kawę, mogę spodziewać się pytań ‚a czemu nie pijesz?’ Z troską (‚oj, nie możesz?’), zdziwieniem (‚co się dzieje?’), podejrzliwością (‚coś z Tobą nie tak?’). Kiedyś usłyszałam wręcz, że reszta towarzystwa źle się czuje patrząc, jak nie piję piwa, bo myślą, ze się albo źle bawię albo wręcz chcę  jako jedyna trzeźwa wykorzystać potem sprawy, o których opowiadają.  Wcięło mnie. Gdybyśmy siedzieli w restauracji i  wszyscy zamówiliby sałatkę, a ja zupę, nikt by nie pytał, czemu ją wybrałam. Po prostu przyjęto by, że mam na nią ochotę i już. Z alkoholem jest inaczej. Dlaczego? 🙂 Tłumaczenie każdemu z osobna ‚nie, nie miałam rodziny alkoholików, nie mam żadnych złych wspomnień, nie mam wszytego esperalu, ani nie jestem abstynentką’ jest najpierw śmieszne, potem już staje się irytujące.Teraz wystarczy pomerdać kluczykami od samochodu, ale najczęściej chodzi o to, że po prostu NIE MAM OCHOTY DZIŚ na piwo.  Kiedyś w nowopoznanym towarzystwie postanowiłam zażartować, że miałam kiedyś problemy z alkoholem. Od razu zdobyłam nie tylko zrozumienie, ale nawet rodzaj, hm, szacunku? podziwu? 😉

Na imprezach nigdy nie siedziałam smutno w kącie.  Niezależnie od tego, czy i ile piję, bawię się świetnie, gadam, wariuję, skaczę, tańczę. Mam w sobie tyle energii i szaleństwa, że % nie jest mi potrzebny zazwyczaj, a ‚dla smaku’ piję rzadko. Gdy ktoś nie pije, nie oznacza, że nie umie się bawić, tylko robi za pomocą innych środków.  Nie robię wykładów o szkodliwości alkoholu, nie demonstruję niechęci, bo jej nie mam. Skąd więc takie zainteresowanie w drugą stronę?

Nadal nie wiesz, o co mi chodzi? A wyobraź sobie tę samą historię. Z małą modyfikacją:

– No i byliśmy w knajpie X, wypiliśmy jedną kawę, potem zamówiliśmy drugą. Ale było mało, więc przenieśliśmy się do pubu Y, gdzie wzięliśmy na spółę herbatę zieloną, rozumiesz, cały imbryk herbaty  żeśmy zmęczyli! A w domu poprawiłam jeszcze sokiem pomarańczowym 🙂

 

Widzisz teraz mój punkt widzenia? 🙂